Wspomnienia Pani Marii Schweinitz

    Był taki czas…
    Ze Szkołą Podstawową w Wiśniczu Nowym związane było całe moje życie zawodowe. Lata tu spędzone wspominam z wielkim wzruszeniem mimo, że czasy były niekiedy bardzo trudne. Mówiąc o latach trudnych mam na myśli okres stalinowski, na który przypada początek mojej „przygody” ze szkołą – ale także lata późniejsze, które nastąpiły potem. Nikt z młodych nauczycieli nie zdaje sobie sprawy z tego, jak często trzeba było milczeć w obliczu wymagań stawianych szkole przez ówczesny system komunistyczny, a tym co uważaliśmy jako Polacy i ludzie sumienia jako jedynie słuszne i dobre. Wierzyliśmy jednak, że zarówno dzieci jak i ich rodzice mają do nas zaufanie i odróżniają to co mówimy im z przekonania, od tego co mówimy z narzuconego nam obowiązku. Staraliśmy się, aby rzeczy ważne, najważniejsze w jakiś sposób uczniom przekazać. Okazją do tego były nie tylko lekcje, ale również zajęcia pozalekcyjne – poranki, akademie, wieczory poetycko–muzyczne organizowane wspólnie z Biblioteką Gminną, którą kierowała z wielkim zaangażowaniem pani Monika Komasowa.

Wspomnienia Pani Marii Schweinitz

    Miłym przeżyciem były bardzo udane, mimo trudności lokalowych, „bale” organizowane dla dzieci z okazji np. tzw. „Choinki”. Te chwile radości dzieliliśmy z uczniami i bardzo związanymi ze szkołą rodzicami. W okresie zimy, a zimy były mroźne i śnieżne, urządzaliśmy kuligi do pobliskich miejscowości. Było dużo radości. Było wesoło.
    Z wydarzeń, które przypadły na lata późniejsze mojej pracy, kiedy zaczęła świtać „Jutrzenka Swobody” pragnę wymienić organizowaną po raz pierwszy w szkole akademię dla upamiętnienia rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Takich rocznic nie wolno było wcześniej obchodzić, tego Święta Narodowego nie wolno było pamiętać. Mimo trudności związanych ze zdobyciem odpowiednich materiałów, akademia była bardzo poruszająca, a nawet piękna. Powiem jeszcze o jednym wydarzeniu, do którego dzisiaj z głębokim wzruszeniem powracam. Był dzień 11 listopada 1989 roku kiedy również po raz pierwszy miałam to szczęście, ten zaszczyt razem z moim uczniem i kolegą Wojtkiem Bukowskim przygotowywać akademię z okazji odzyskania niepodległości. Pamiętam dobrze tych swoich, miło wspominanych uczniów z klasy siódmej, którzy byli wykonawcami, aktorami i uczestnikami tej uroczystości. Odbiór był nieoczekiwany. W klasie panowała taka cisza i taki nastrój, jakby dzieci podświadomie czuły, że dzieje się coś niezwykłego. Uczniowie z przejęciem recytowali wiersze odpowiadające temu dziejowemu dla naszej Ojczyzny wydarzeniu.
„Słuchają – dzwony biją wszędzie, tryumfu sławy niosąc wici,
Że już wyśniona prządka przędzie, złotej wolności lśniące nici.”
    Po raz pierwszy zabrzmiały pieśni do tej pory zakazane – „Marsz pierwszej brygady”, „Jedzie, jedzie na kasztance” i inne. Dyrektorem, który gorąco podziękował nauczycielom i uczniom, był wówczas Pan Jerzy Hołyst.

Wspomnienia Pani Marii Schweinitz

    Dotąd niewiele powiedziałam o nas – nauczycielach z lat wcześniejszych i późniejszych mojej pracy. Czas pracy przez długie lata wynosił 36 godzin tygodniowo. Było bardzo ciężko. W gronie nauczycielskim panowała jednak atmosfera zgody i wzajemnej życzliwości, co nie znaczy, że zawsze łatwo układała się współpraca z dyrekcją – chociaż to były sytuacje wyjątkowe. Nie pracowaliśmy dla nagród, bo nagród prawie nie było. Myślę, iż śmiało mogę powiedzieć o sobie i innych nauczycielach: to nie była zwykła praca, to było powołanie.
    Pozwolę sobie wspomnieć o jednej koleżance, nauczycielce z Łomnej pani Biernat, która samotnie pracowała na tej odległej, bez żadnych środków komunikacji – placówce. Taką ją widzę: starsza pani, w czarnych chałacie, w okularach, o nieco tubalnym głosie. Przychodziła pieszo, bez względu na pogodę na Rady Pedagogiczne do szkoły w Wiśniczu. Odważna, dzielna, uczciwa, prawdziwa siłaczka. Trudziła się i żyła w biedzie jak inni wówczas nauczyciele. Były to lata 1951 – 1953.

Wspomnienia Pani Marii Schweinitz

    Zatrzymałam się tylko nad niektórymi wydarzeniami z okresu mojej pracy w Wiśniczu, aby ocalić je od zapomnienia. Dużo by można jeszcze mówić czy pisać o tamtych czasach – o nauczycielach, uczniach, rodzicach. Na pewno byłaby to gruba księga, niezwykła księga, księga – dokument. Pragnęliśmy dobrze wychować naszych uczniów, ale czy nam się to udało? Nie wiem.
I dodam na koniec z rozrzewnieniem: Tak było. Był taki czas…

Maria Schweinitz

Wspomnienia Pani Marii Schweinitz

Wspomnienia Pani Marii Schweinitz

Bądź pierwszym który skomentuje

Dodaj komentarz