Kamień Grzyb na wzgórzu Bukowiec

Moja wersja legendy Wiśnickiej

Prezentujemy dziś kolejną pracę wyróżnioną w konkursie „Moja wersja legendy Wiśnickiej”. Jej autorem jest Maciej Banaś uczeń klasy piątej Szkoły Podstawowej nr 95 im. Władysława Broniewskiego w Krakowie.
Z innymi nagrodzonymi pracami można się zapoznać tutaj .

 

Scenariusz do legendy wiśnickiej:
„Kamień Grzyb na wzgórzu Bukowiec”
według Zofii Wiśniewskiej.

Osoby:
  • 1 brat zakonny: Euzebiusz
  • 2 brat zakonny: Hilary
  • 3 brat zakonny: Konstanty
  • Przeor klasztoru
  • Gospodyni
  • córka gospodyni:  Kasia
  • diabeł 1- Lucyfer
  • diabeł 2 – Rokita
  • diabeł 3 – Kusiciel
  • diabeł 4 – Boruta

Sceny:

  1. Uczta w klasztorze
  2. Zbieranie daniny
  3. Narada diabłów
  4. Zamiar zniszczenia klasztoru i poprawa zakonników

Scena 1: Uczta w klasztorze

Opis: zakonnicy ucztują w klasztorze. Słychać wesołe rozmowy oraz pobrzękiwanie sztućców i pucharów.

Brat Euzebiusz: Hej bracie Hilary! Dolej mi trochę wina do pucharu, bo już widać w nim dno.
Brat Hilary (nalewając wina mówi): Proszę bardzo, a przy okazji napełnię mój puchar. W gardle  mi już zaschło od tych śpiewów.
Brat Euzebiusz: Nie dziwię ci się , dzisiaj mieliśmy ciężki dzień.
Brat Hilary: Dobrze, że chociaż możemy to sobie nadrobić na uczcie.
Brat Euzebiusz: A i owszem, porządny posiłek zawsze podtrzymuje człowieka na duchu.
Brat Konstanty: Czcigodny bracie Hilary, czy mógłbyś mi podsunąć tacę z prosięciem? Wygląda tak smakowicie, a jeszcze go nie skosztowałem.
Brat Hilary: Ale za to ile gęsi już zjadłeś, chociaż nie będziemy ci przecież żałować.
Brat Konstanty:( z ustami pełnymi jedzenia mówi z uwielbieniem) –  Jak ja mogłem o nim wcześniej nie pomyśleć.
Brat Euzebiusz: Widocznie byłeś zbyt zajęty pochłanianiem innych smakołyków. Ile masz jeszcze miejsca w brzuchu?
Brat Konstanty: Ho, ho…, o to naprawdę nie musisz się przejmować… ( nie dokończył połykając następny kęs).
Brat Hilary: Oj niedobrze, niedobrze bracia, śpieszmy się. Pewnie Przeor oznajmi koniec uczty. Na stole pozostało już niewiele, ale szkoda odchodzić. Jedzmy więc póki się da.
(Przez dłuższą chwile nikt nic nie mówi, wszyscy są zajęci ucztowaniem. Nieco później Przeor daje znak do powstania od stołu).
Konstanty (szepcze do Hilarego): Ale masz wyczucie co do końca uczty, niema co mówić.
Przeor: Słuchajcie kochani bracia, niestety muszę was zasmucić myślą o końcu uczty. Wiem, że przy takim stole czas miło płynie, ale sami widzicie, że potrawy szybko znikają. Spiżarnie też już świecą pustkami. Musimy się zabrać do zbierania daniny.
Brat Konstanty: Dobra myśl. Danina – tego właśnie nam trzeba. Aż mnie ciarki przechodzą jak pomyślę o pustej spiżarni.
Przeor: Tylko nie zapomnijcie o smakowitych , tłustych gąskach. Dobrze wiecie jak bardzo je lubię.
Hilary: Bądź spokojny czcigodny Przeorze, na pewno nie zapomnimy. Wieczorem słychać gęganie w pobliskiej wsi.

Scena 2: Zbieranie daniny
Gospodyni: Kasieńko, kochanie. Przyjdźże na chwile do mnie. Mam coś do powiedzenia.
Kasia: Już idę, już idę mamo. (Kasia wbiega na scenę do gospodyni)
Gospodyni: Zaprowadź dziś jeszcze nasze gąski nad staw, a wypaś je dobrze by ładnie wyglądały. Wiesz dobrze, że jutro musimy je sprzedać na targu. Nie mamy już ani grosza, a muszę tyle rzeczy kupić na targu, w szczególności sól. No i dług w sklepie spłacić.
Kasia: Dobrze, dobrze mamo. Wypasę i pożegnam się z gąskami. Tak długo się nimi opiekowałam, a teraz musimy je sprzedać, nie wiem jak ja zniosę to rozstanie. (Kasia wychodzi pochlipując. Nagle na scenę wjeżdża wóz z karmelitami, jeden z nich zsiada z wozu)
Brat Konstanty: Niech będzie pochwalony…  Przyszliśmy tutaj, tak jak do każdego z domów, aby zabrać należną klasztorowi daninę.
Gospodyni: Rok był nieurodzajny i niewiele na polu urosło. Jedyne co nam pozostało to te kilka gąsek, które córeczka pasie teraz na łące.
Brat Konstanty: Tym lepiej. Zebraliśmy już dużo zboża, jajek, serów a nawet prosięta i kury ale brakuje nam gąsek – przysmaku naszego Przeora.
Gospodyni: Ale to jedyny nasz majątek. Musimy je sprzedać, inaczej pomrzemy z głodu.
Brat Konstanty: My też musimy się z czegoś żyć.
Gospodyni: Bracia zbierają daninę we wszystkich domach. Wasz wóz aż się ugina pod ciężarem zebranej daniny. Macie z czego żyć. Błagam, nie odbierajcie mi ich!
(Na scenę wchodzi zaciekawiona rozmową Kasia)
Kasia: O co chodzi mamo?
Gospodyni: Oni chcą nam zabrać nasze jedyne gąski.
(Kasia nic nie odpowiada, zaczyna płakać)
Gospodyni: Nie płacz kochanie…, spokojnie. (odwraca się do Konstantego). Błagam was.
Brat Konstanty: Wszyscy mówią, że rok był nieurodzajny. Gdybyśmy słuchali tego biadolenia (mówi ze śmiechem) nie wiem z czego byśmy żyli. Danina nam się należy. Gąski zabieram.
Gospodyni: Oby was i ten cały klasztor diabli wzięli!

Scena 3: Narada diabłów
Diabeł Lucyfer: Hej diabły! Przychodzić mi tu a prędko. (diabły schodzą się w koło).
Diabeł Rokita: Co tam znowu. Co nagle to po….
Diabeł Lucyfer: Robota, trafia się niezła okazja. Słyszeliście co ta gospodyni pod Wiśniczem powiedziała? Aby tych Karmelitów i ich klasztor diabli wzięli.
Diabeł Rokita: I ty jej słuchasz?
Diabeł Kusiciel: Ja jestem za. Te ich uczty, lenistwo i zachłanność przy pobieraniu daniny grają mi na nerwy.
Diabeł Rokita: No dobrze ale jak….?
Diabeł Lucyfer: Myślałem, że moglibyśmy ich po prostu porwać.
Diabeł Rokita: Przez bramę klasztorną nie uda się nam przejść wzbudzenia podejrzeń. A pyzatym, jeżeli nie uda nam się sprawy załatwić przed nastaniem świtu  – wszystko na nic.
Diabeł Kusiciel:
Mam pomysł. Możemy przywalić ten klasztor i wszystkich karmelitó
w razem wziętych jakąś dużą skałą. Będzie szybko i po krzyku. Dusze zabierzemy do nas – do piekła.
Diabeł Lucyfer
: Dobra myśl. Wybierzmy najsilniejszego i najsprytniejszego z czartów, a on w nocy wybierze w górach odpowiedni głaz, podkradnie się i przywali nim klasztor.
Diabeł Kusiciel: Myślę, że najlepszy do tego zadania będzie Boruta. Silny jest jak wszyscy diabli, a tych braciszków nie lubi okrutnie. (woła) Hej Boruta choć no tutaj.
Diabeł Boruta: Czego chcecie?
Diabeł Lucyfer: Chcemy, abyś wybrał odpowiedni głaz i po północy, gdy nasza moc jest największa, zrzucił go prosto na klasztor karmelitów w Nowym Wiśniczu. Wiemy, że ty się do tego najlepiej nadajesz.
Diabeł Boruta:
Z przyjemnością wykonam to zadanie.

Scena 4: Zamiar zniszczenia klasztoru i poprawa zakonników
Boruta: Myślę, że Karpaty będą najlepsze do wybrania odpowiedniej skały. Może ten prostokątny zakrył ,by cały klasztor. Nie muszę wybrać coś łatwiejszego do niesienia. Do Wiśnicza jest daleko. O ten w kształcie grzyba, przeniosę go z łatwością i na pewno rozwali cały klasztor. Już północ, lepiej zrobić to jak najszybciej, bo jeszcze nie zdążę przed świtem. (bierze gigantyczny kamień i „wylatuje”. Przez jakiś czas krąży po scenie). Już niedaleko, uf… troszeczkę odpocznę.
(nagle rozlega się głośne pianie koguta, w tym samym momencie zaczyna świtać).
Boruta: Nieee! (Czuje jak opuszcza go moc czartowska, kamień mu coraz bardziej ciąży, aż w końcu „spada na ziemię” przygnieciony olbrzymią skałą. Rozlega się okropny jęk przygniecionego diabła. Hałas ten budzi braci zakonnych, którzy wychodzą na scenę).
Brat Euzebiusz: Co to za piekielne jęki, o świcie?
Brat Hilary: Nie mam pojęcia. Rozglądnijmy się po okolicy.
Brat Konstanty: Nawet w klasztorze nie ma spokoju. Co za czasy.
(rozglądają się po scenie. Nagle Euzebiusz znajduje skąd dochodzą jęki.)
Euzebiusz: Hej bracia, chodźcie tu, a prędko.
Hilary: Znalazłeś coś, dopiero świta i słabo widać.
Euzebiusz: Patrzcie! Tutaj jest przygnieciony olbrzymim głazem d- diabeł…
Hilary: Co? Nie do wiary! Co on tu robił.
Euzebiusz: Chyba chciał nas przygnieść tą skałą. Zmierzał prosto na klasztor.
Hilary: L-lepiej chodźmy czym prędzej do kaplicy pomodlić się za ocalenie klasztoru, no i nas nieszczęsnych. Jeśli może nas spotkać t-taki k-koniec to mogę zrezygnować nawet z uczt…
Konstanty: Dobrze, jeszcze nic nie zrobiłem z tymi gąskami, które zabrałem tej biednej gospodyni. Zaraz je oddam. Gospodyni jeszcze zdąży na targ.
Euzebiusz: Tak zwróć je jak najszybciej. Najważniejsza jest jednak gorąca modlitwa i szczera pokuta. Żyjmy od tej chwili pobożnie i skromnie – jak przystało braciom zakonnym.
(Wszyscy wychodzą na scenę i kłaniają się)

KONIEC

Bądź pierwszym który skomentuje

Dodaj komentarz