W poszukiwaniu Judymów sportu

Przypominając osoby zasłużone dla wiśnickiego sportu cytujemy artykuł o Stanisławie Dylągu, który ukazał się 17 marca 1969 roku w Sztandarze Młodych.  
 
W poszukiwaniu Judymów sportu ŻYCIE MOŻNA PRZEŻYĆ RÓŻNIE...

 
Można zapatrzywszy się we własny nos, właśnie podwórko czynić starania tylko wokół swojej osoby i swoje dobro mieć na względzie. Można też osobiste marzenia, ambicje realizować poprzez marzenia środowiska, w którym się żyje. I takie spełnianie życia jest chyba bogatsze i ciekawsze.
 
 
Być może ktoś patrzący z boku na życie Stanisława Dyląga powie: naiwny człowiek. I cóż ma z tego, że społecznie pracuje? Odpocząłby sobie na stare lata zamiast zajmować się młodzieżą! Myślę jednak, że w gromadzie Wiśnicz-Nowy patrzą z szacunkiem na tego 60-letniego człowieka, który mimo codziennych męczących dojazdów do pracy (pracuje w Bochni) znajduje jeszcze czas, aby wieczorami i w niedziele zajmować się kłopotami młodzieży. Myślę, że go szanują we wsi, bo inaczej nie wybieraliby go w każdej kadencji na prezesa koła LZS, które zorganizował i któremu od lat przewodzi.
Zamiłowanie do sportu wyniósł St. Dyląg jeszcze z lat młodości, kiedy to jako wyrostek biegał za piłką w dzikiej drużynie. Była to drużyna złożona z kilku chłopców, którzy kopali piłkę na pastwisku. Gra w piłkę w owych latach była mało znana. Młodzież wiejska miała inne, ważniejsze problemy do rozwiązania – zdobycie pracy, zawodu. Sport był dla nich jeszcze sprawą bardzo odległą.

 
Koło LZS w Wiśniczu należy do czołówki wiejskiego sportu w powiecie bocheńskim. Liczy 80 czynnych zawodników, drugie tyle sympatyków – czyli członków wspierających. Są to miejscowi nauczyciele, lekarze, pracownicy Gminnej Spółdzielni, kierownictwo zakładu karnego, rzemieślnicy. To właśnie sympatycy co roku pomagają LZS-owi w zdobywaniu funduszy na pracę.
– Musimy mieć przyjaciół, żeby nam pomagali, bo roczny budżet koła jest skromny – mówi p. Stanisław – a przecież B-klasowa drużyna piłki nożnej i B-klasowa drużyna siatkarzy muszą systematycznie rozgrywać mecze. Jeżeli się jakiś mecz (z braku np. środków lokomocji) oddaje walkowerem, to w drużynie następuje zniechęcenie.

 
Stała troska o zawodników, o buty, o treningi, o samochody na mecze, wyjazdy z zawodnikami pochłaniają panu Dylągowi mnóstwo czasu. Za te ciągłe wyjazdy na niedzielne mecze miał niemało kłopotów i w domu. Po prostu żona nie chciała w każdą niedzielę siedzieć sama. Ale w końcu pogodziła się z losem.
Stanisław Dyląg traktuje sport nie tylko jako ciekawą formę rozrywki, ale również metodę wzajemnego wychowywania się młodzieży.
– Kiedy młody chłopiec może się wyżyć w sporcie, nie marnuje wolnego czasu na wałęsanie się po wsi i picie wódki – mówi Dyląg – nie mamy też w Wiśniczu wypadków, bójek, awantur, w których uczestniczyliby członkowie koła LZS. Młodzież z Wiśnicza jest ambitna. Wyróżnia się zachowaniem i ofiarnością w pracach społecznych. Bowiem warunkiem przyjęcia do drużyny sportowej są nie tylko uzdolnienia w danej dyscyplinie, ale umiejętność kulturalnego zachowania się na meczach, na treningach, udział w pracach społecznych.

 
Wiśniczanie dumni są ze swych sportowców. I nie tylko dlatego, że zwyciężają na meczach, ale przede wszystkim dlatego, że to właśnie dzięki inicjatywie członków koła LZS i ich prezesa wybudowano w Wiśniczu takie obiekty sportowe, których nie ma jeszcze w wielu powiatowych miasteczkach. Przede wszystkim ładny stadion. Dwa i pół hektara nieużytków trzeba było zniwelować (w czynach społecznych) zanim rozpoczęto budowę. Urządzono również dwa boiska: do piłki nożnej i do siatkówki. W tym roku rozpoczyna się prace przy budowie basenu. LZS-owcy z Wiśnicza mają własną, bardzo przyjemną świetlicę, w której zgromadzili wiele dyplomów i nagród.
Charakterystyczną cechą członków tego LZS-u jest gorący patriotyzm, jaki żywią do swojego zespołu. Jeżeli któryś z zawodników wyjedzie w świat i uda mu się zdobyć sukcesy jak np. Edwardowi Bielewiczowi (zawodnik śląskiego ROW-u) to nie zapomina o swoim kole i przyjeżdża na mecze do rodzinnej wsi. Nie opuszczają koła i ci, którzy ukończyli studia w Krakowie i pracują np. w Bochni. Nadal są czynnymi zawodnikami w macierzystym kole.

 

Myślę, że idea sportu, jaką rozwija wśród lipnickiej młodzieży Stanisław Dyląg, jest właśnie tą ideą o jaką nam chodzi we wszystkich kołach LZS w kraju. Zadaniem sportu wiejskiego jest bowiem nie tyle mozolenie się na wielkie wyczyny, ile wychowanie zdrowego, ambitnego człowieka, który posiada pełną sprawność fizyczną, wysokie morale a równocześnie gotowość do pracy społecznej. Taka bowiem idea towarzyszyła sportowcom od wieków.
Wł. Sekuła.
 
Sztandar Młodych 

Bądź pierwszym który skomentuje

Dodaj komentarz