Żydzi w Nowym Wiśniczu

„[…] w dali wśród gór i pagórków na Prost jak wystrzelił sterczały okazałe resztki zamku Kmitów, u stóp zaś ich na dole, rozłożona po małych wyżynach stron tych Jerozolima: izraelskie miasteczko Wiśnicz”.

 

Początki wiśnickiej gminy żydowskiej łączą się z wypadkami jakie miały miejsce w Bochni na przełomie XVI i XVII stulecia. W 1600 roku w tym mieście odbył się proces o kradzież Hostii z kościoła. Przed sądem stanęli dwaj Polacy oraz Żyd Jakub, który zbiegł z miasta jeszcze przed wszczęciem procesu. Odpowiedzialnością za ucieczkę obciążono całą gminę żydowską. Zobowiązano ją do odszukania zbiega i postawienia go przed sądem. Żydzi jednak nie mogli spełnić tego nakazu ponieważ wg krążących pogłosek, Jakub uciekł za granicę i ślad po nim zaginął. W następstwie mieszczaństwo bocheńskie wymogło na królu Zygmuncie III wydanie dekretu na mocy którego całą gminę izraelicką skazano na banicję. Żydzi zostali zobowiązani do uporządkowania w ciągu 12 tygodni swoich spraw majątkowych i opuszczenia miasta. Zdecydowaną większość z nich przyjął w swych dobrach wiśnickich Stanisław Lubomirski, zachęcając ludzi wszelkiego stanu do zasiedlania miasta.

Żydzi bardzo szybko zorganizowali się w Wiśniczu. Niebawem posiadali własną bożnicę, rabinów i szkolników, kahał prowadzony przez seniorów, sąd.

Zatrudnienie Żydów wiśnickich również nie różniło się od zajęć wykonywanych przez przedstawicieli innych gmin. Szczególnie ważnym było podejmowanie określonych rodzajów rzemiosła. Rozwijało się zatem rzeźnictwo, które obok kuśnierstwa jest jedynym rzemiosłem poświadczonym w księgach XVII-wiecznego Wiśnicza.

Izolacja starozakonnych :

Obie grupy żyjąc obok siebie wchodziły w rozmaite relacje, które dość często przybierały postać konfliktów. Żydów oskarżano o zniesławienie chrześcijan, o których mówili „słowa plugawe” . Chrześcijanie rewanżowali się opiniami o wrodzonej niegodziwości czy złości żydowskiej. Słowo Żyd uważano za obraźliwe a nazwanie w ten sposób chrześcijanina było zniewagą za którą groziła kara. Przedstawiciele obu społeczności bywali sprawcami i ofiarami pobicia, kradzieży czy nawet zabójstwa. Przykładem może być wydarzenie które miało miejsce w 1646 roku, kiedy rzeźnik Icek został oskarżony o zamordowanie Wojciecha Paducha.

Żydowi za zamierzenie się na chrześcijanina w obrębie państwa wiśnickiego groziło ucięcie ręki. Stronie katolickiej nakazano tylko, aby nie ubliżała Żydom i nie prowokowała ich do zwady. Nie określono jednak kary za zignorowanie tej przestrogi.

Niekiedy kontakty polsko-żydowskie przebiegały mniej żywiołowo. Żydzi chętnie korzystali ze służby chrześcijańskiej. Między ludnością żydowską i chrześcijańską dość aktywnie przepływała gotówka.

W dokumentach z omawianego okresu brakuje informacji  o szkolnictwie żydowskim. Historyk Majer Bałaban podkreślał słabość oświaty wśród żydów galicyjskich w XVIII stuleciu.

Szkolnictwo ograniczało się do zdobywania w chederach umiejętności pisania i czytania po hebrajsku lub żydowsku, oraz pobieżnej wiedzy talmudycznej.

W 1772 roku w wyniku I rozbioru , Wiśnicz przeszedł pod panowanie austriackie. Wraz z nastaniem ery józefińskiej, pojawiły się zarządzenia godzące w wolność gmin żydowskich: ograniczenie liczby zawieranych małżeństw, zakaz przeciągania ejruw, kwestowania bez zgody władz, pokazywania się z nakrytą głową (nawet w oknach) podczas procesji chrześcijańskich.

W 1863 roku nastąpiło wydarzenie, które zmieniło zarówno charakter Wiśnicza, jak i spowodowało zmianę struktury ludności w Bochni. W dzielnicy żydowskiej wybuchł pożar który szybko rozprzestrzenił się w innych częściach Wiśnicza. Tragicznym rezultatem tego zdarzenia było spłonięcie trzystu sześćdziesięciu domów izraelickich. Znaczna część dotkniętych klęską wiśniczan wyznania mojżeszowego przeniosła się do Bochni, w której od 1860 roku przestał obowiązywać przywilej nie tolerowania Żydów w mieście. Pozostali w Wiśniczu Żydzi musieli odnowić życie wewnątrz gminy. Siedem lat po pożarze istniało już kilka domów modlitwy. Gmina posiadała własny szpital oraz łaźnię położoną na ulicy Berka Joselewicza do której wodę doprowadzano drewnianymi rurami. Głównym rabinem gminy wiśnickiej był prawdopodobnie Neftali Rubin.

Żydzi wiśniccy uczestniczyli też w szerszym życiu religijnym. Urządzali kwesty na budowę bożnic w innych miejscowościach.

O losie Żydów wiśnickich przesądziły lata II wojny światowej. Ograniczenia i represje wobec Żydów wywołały opór szczególnie u młodzieży.

Żydowska ludność cywilna Wiśnicza została poddana akcji eksterminacyjnej. Część ludności rozstrzelano, część wywieziono do obozów zagłady. Po usunięciu Żydów Niemcy spalili ich mienie zgromadzone przed synagogą, a mieszkańcy Wiśnicza pod nadzorem okupantów przystąpili do rozbiórki bożnic.

Żydzi przeczuwali nadchodzącą tragedię jeszcze przed wybuchem wojny. Wg krążącej w okolicznych wsiach opowieści, latem 1939 roku dopytywali się, czy widziano w polach kuropatwy. Przebywający kilkanaście lat wcześniej w Wiśniczu cadyk  przepowiedział podobno, że ich brak należy uznać za złą wróżbę – wróżbę bliskiego końca.

Nowy Wiśnicz kiedyś
Plan miasta

 

1. Dzisiejsza centrala telefoniczna. Tu była piekarnia i sklep spożywczy tak zwanej Hindy, Żydówki, w którym można było także kupić i zeszyty szkolne.

2. Duży parterowy wtedy dom Herziga młodszego — dziś na dole mieszkania, już po wojnie dobudowano I piętro, a za mgr. Pięty mansardy.

3. Zachowany w dawnym kształcie dom starego Herziga. Tu, gdzie dziś kawiarnia, był szynk, tzw. „propinacja”.

4. „Na schodkach”, gdzie jest sklep mięsny, był sklep z materiałami Forschcrki. Tu chętnie wstępowały panie. Kupcowa pozwalała oglądać nowe materiały nawet wtedy, gdy klientki nie od razu je kupowały. Przy końcu lady leżały sędziwe księgi hebrajskie, które mnie – „dziecko” niezwykle fascynowały. Mówiono, że maż Forscherki jest oderwanym od życia talmudystą.

5. W sklepie dziś-żelaznym handlował zabawkami Rabi.

6. Tu gdzie teraz Policja mieszkał i miał kancelarie adwokacka mecenas Izajasz Fragner. Doktor praw, człowiek niezwykle inteligentny, do końca życia pogłębiał swoją wiedzę w różnych kierunkach. Prenumerował prasę zagraniczną między innymi austriacką „Neue Frcc Prcssc”. Jego hobby stanowiły katechizmy i książki do nauki religii różnych wyznań chrześcijańskich oraz nauka języków obcych, których podręczniki kolekcjonował. Fragner był żarliwym poszukiwaczem prawdy. Ta swoista peregrynacja duchowa znalazła swój kres na krótko przed śmiercią Fragnera. Nie chcąc iść do getta w Bochni udał się wraz z żoną i jej siostra na leśna tułaczkę. Przedtem jednak trójka ta została ochrzczona przez sędziego Waleriana Hansa. Fragner i jego towarzyszki wpadli w lesie w ręce pewnych chłopów z Rajbrotu, którzy gorliwie wyłapywali takich uciekinierów. Po doprowadzeniu na posterunek policji granatowej w Lipnicy Fragner zdołał jeszcze dzięki uprzejmości pani Kowalowcj, żony nieobecnego wtedy komendanta posterunku, napisać list do mojej cioci, Marii Grenikówncj, w którym opisał swoją przygodę i podpisał się Juliusz (Izajasz) Fragner. List ten, który widziałem, dotarł do nas już po śmierci Fragnera i jego towarzyszek, gdyż jakaś szuja zawiadomiła Niemców w Bochni o ich pobycie w Lipnicy. Przyjechało dwóch żandarmów, wyprowadzili ofiary pod cmentarz i tam zastrzelili. Fragner zdążył jeszcze krzykną „niech żyje Polska”. Fragner miał troje dzieci. Synów Zygmunta i Stefana i córkę Olgę. Zygmunt skończył wydział budowy okrętów na Politechnice Gdańskiej. Następnie odbył w Szwecji specjalne studium budowy turbin okrętowych. Gdy po roku wrócił do kraju, wysłano go do Szwecji, aby jako jedyny w Polsce znawca turbin nadzorował tam import turbin do Polski. Dzięki temu przetrwał wojnę w Szwecji. Stefan — mgr praw, blondyn o niesemickim wyglądzie, znalazł się w oflagu koło Hamburga i tam przeżył. Przedwczesną śmierć poniosła Olga (także prawniczka), która zamordowali Niemcy po wkroczeniu w 1941 r. do Kamionki Struniłowej, gdzie przebywała u cioci.

7. W tym domu był w latach dwudziestych sklep kółka rolniczego. Później jednak w okolicznościach mnie nie znanych pojawiła się tu cukiernia niejakiego Zimenbauna, zięcia Róży Ehriich, która miała cukiernię w nieistniejącym dziś domu, na którego (mniej więcej) miejscu stoi dziś blaszany sklep.

8. Sklep papierniczy i nie tylko Fichtncra.

9. Schounfeld (?).

10. Apteka mgr. Jana Brzękowskiego (dziś Urząd Gminy).

11—12. Domy żydowskie. Tu gdzie teraz przedszkole był kabał tzn. religijny zarząd gminy żydowskiej. Na rogu dzisiejszej ul. J. Matejki stał dom, którego właściciel Moryc handlował naftą i benzyną. Gdy w jego składzie wybuchł pożar, magazyn tych niebezpiecznych materiałów przeniesiono do wybudowanego specjalnie budynku po prawej stronie drogi prowadzącej na cmentarz.

(Wspomnienia Jan Klimowski)
Rynek kiedyś

 

Widok z cmentarza żydowskiego

 

Bądź pierwszym który skomentuje

Dodaj komentarz